niedziela, 28 października 2012

Koniec tygodnia...

nigdy nie należy do najłatwiejszego, a jest gorszy od poniedziałku bo ja uwielbiam poniedziałki ;-)
Już piątek był zakręcony...mój rodzynek pokrzyżował mi plany płacząc od samego rana...nie poszłam gdzie iść miałam...nie upiekłam ciasta, które upiec miałam na wieczorną babską imprezę. Gdy w końcu zasnął skupiłam się na walce z panelem administracyjnym bloga;-) była to ciężka bitwa, którą przegrałam z kretesem, a tak chciałam umieścić przycisk "polub nas na Facebooku" ;-)
Troszkę pobiegałam próbując się nie zabić, przemierzając ciągle remontowaną Szosę Kisielińską i jakoś się udało bo ciągle tu jestem ;-)
Na imprezę wkupiłam się pudełkiem Rafaelo choć miałam problem żeby na nią wejść, ponieważ gospodyni nie słyszała dzwonka i sobie troszkę postałam pod drzwiami słysząc kobiece chichoty...to była chyba kara za spóźnienie ;-)
Fajnie jest się spotkać z osobami, których prawie się nie zna, pogadać o zupełnie innych sprawach...zjeść coś pysznego, wypić coś mocniejszego...można się zdystansować i spojrzeć na własne życie z innej perspektywy.
Tej nocy uświadomiłam sobie, że jednak sny się spełniają. Otóż którejś nocy śniło mi się, że proszę męża o to by do mnie strzelił z broni którą sama mu wręczyłam. Znaleziona interpretacja sennikowa mówiła o zawodzie ze strony kogoś komu się ufa, kogoś kogo uważało się za przyjaciela i to się chyba stało :-( ale nic to trzeba iść do przodu, ale nigdy niczego nie żałować ;-) jednak chyba żałuję.
Dziś w końcu udało mi się pokonać barierę 10 km przy całkiem niezłym czasie. Pogoda wymarzona do biegania o poranku, mroźnie i słonecznie ;-) a w nagrodę za to jadłam tort z cieniem Justina Biebera...Justin forever ;-D 
Widzieliście kiedyś takie cudo? ;-)

Podaje namiary na twórcę tego przepysznego arcydzieła http://tortyjadzi.blogspot.com/
A jutro już poniedziałek ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz